See You At Midnight
Gig Seeker Pro

See You At Midnight

Band Rock Alternative

Calendar

This band hasn't logged any future gigs

This band hasn't logged any past gigs

This band has not uploaded any videos
This band has not uploaded any videos

Music

Press


"See You At Midnight - Icebreaker"

„Romcio! SY@M!” – krzyknal Naczu po trzykroc... No juz, juz. Piszemy… Naczelny rozkazuje, to trzeba. A tak na serio, to od dawna chcialem napisac ten tekst i powoli ukladalem sobie w myslach zdania, które znajduja sie ponizej. Wiadomo jednak jak to jest zwykle z brakiem czasu. Zreszta nie lubie recenzowac na lapu capu. Trzeba dobrze wiedziec o czym sie pisze…

No wlasnie, a o czym piszemy tym razem…? See You At Midnight – dwie osoby (plus gosc na perkusji), dwanascie utworów, z czego wszystkie oscyluja w okolicach 4-5 minut. To juz teoretycznie moze mówic wiele. Ksztaltujacy sie debiutanci – idealny material do bezczelnego zjechania… nie tym razem.

Co przykuwa uwage przy sluchaniu „Icebreakera”? Chyba przede wszystkim to, czego zbyt czesto brakuje dzisiejszym produkcjom – dobre melodie. Ilez to bylo plyt w moim zyciu, które uciekaly bezpowrotnie po kilku godzinach, chwilach?! Nawet po kilka przesluchan nie dawalo radosci wspominania czegokolwiek pózniej. Natomiast w przypadku See You At Midnight wiele utworów przewijalo sie w mojej glowie juz od pierwszego sluchania. Nie da sie ukryc, sa przebojowe, wiele z nich (zwlaszcza Steps Ahead) mogloby spokojnie smigac po radyjku. Chwytliwe melodie… Wsluchajcie sie zwlaszcza w sekwencje nut wyspiewywane przez pana Sylwestra Adama. Naprawde porzadne i przemyslane linie wokalne. Dobry ma gosc glos, chociaz czasem zbyt podchodzi pod Petera Nichollsa, za którego maniera nie przepadam. Ale to tylko momentami. Melodia plynie tez z dzwieków szesciostrunowych wiosel. I tez jest dobrze. Nie za duzo, nie za malo, w sam raz wpasowuje sie w wolne do zagospodarowania dla melodii miejsce. Zwykle na lekkim przesterku, moze czasem wah-wah (?). Idealnie do takiego rockowego, niezbyt ciezkiego grania. Jednak kiedy odwrócimy uwage od glównych sciezek melodycznych kompozycji, nasze uszy wychwyca bez problemu swietne linie basu. Wraz z perka nadaja utworom naprawde rasowy feeling i ped. Jezeli zespól potrafi przeniesc te dynamike i uczucie na scene, to czekam z niecierpliwoscia na koncerty.

Kompozycje ulubienice? Wstrzymam sie. Zawsze lubilem new romantic. Praktycznie wychowywalem sie przy tym. See You At Midnight przyznaja sie bez bicia do utrzymywania muzyki w tym klimacie. Podoba mi sie tez podejscie zespolu, albo chociaz wrazenie jakie sprawia muzyka – nie wstydzimy sie niczego, spiewamy o milosci, wciskamy duzo ladnych melodii i do dziela. Granie na zdrowym luzie, to jest to…

Fajnie, fajnie, tylko sluchanie tych dwunastu utworów pod rzad w koncu nudzi. Wszystko po pewnym czasie wydaje sie grane na jedno kopyto. Zreszta, kto mówil, ze koniecznie musimy pozrec te plyte od razu w calosci. Rozumiem, ze ten album to jeszcze material do przeselekcjonowania, dlatego nie bede go traktowal jako koncepcyjna calosc. Watpie, zeby byl takowa w zamysle. Mam za to ogromna nadzieje, ze „Icebreaker” przelamie lody dla SY@M i pozwoli im zablysnac na polskiej scenie. Taaaaaki lodolamacz nie powinien miec z tym problemów, tym bardziej ze wiosna idzie i czas najwyzszy, zeby kruszyc lody w nas samych.

Zwykle ocenki nie daje w takich przypadkach, ale chce te pozycje jakos wyróznic. Za feeling i za wszystko, co powyzej. Slysze w tym graniu wielkie mozliwosci i wciaz otwarte furtki…

Dobra rzecz, do której z checia powróce nieraz! - Artrock - Roman Walczak


"See You At Midnight - Icebreaker"

Prace nad debiutanckim albumem zespolu See You at Midnight “Icebreaker” trwaly blisko pól roku i to slychac juz przy pierwszym kontakcie z tym materialem. Dbalosc o szczególy aranzacyjne oraz przyzwoite wykonanie partii instrumentalnych swiadcza o tym, iz muzycy chcieli jak najpelniej i najdokladniej przedstawic nam swoja muzyczna wizje i na cale szczescie nie zabraklo im srodków do zrealizowania tego planu. Sluchajac poszczególnych kompozycji skladajacych na calosc albumu, nie brak nasuwajacych sie skojarzen i nawiazan do takich formacji jak Depeche Mode czy Simple Minds. Wspomniane skojarzenia nie sa jednak az tak oczywiste, to raczej rezultat wieloletniej przygody z muzyka czlonków zespolu, ich osluchania oraz umiejetnosci inteligentnego czerpania z tego co wydarzylo i nadal dzieje sie w muzyce. W rezultacie otrzymujemy naprawde swieze brzmienie w którym pobrzmiewaja echa kilku waznych zespolów w historii muzyki alternatywnej. Kompozycje takie jak tytulowy Icebreaker czy “Human Touch” wytyczaja droge która aktualnie podazaja muzycy, czyli jak sami mówia: “Intensywna melodia, niebanalna harmonia i drive godny autostrady”, a do tego dodalbym jeszcze niesztampowe pomysly i dobre aranze. Z pewnoscia warto zwrócic uwage na interesujacy sposób wykorzystana gitary w wiekszosci nagran. Jej rola nie ogranicza sie tylko i wylacznie do grania akompaniamentu przeplatanego z solówkami. Wrecz przeciwnie stanowi ona integralny element kompozycji tworzac kontrapunkt dla glównych tematów lub tez dopelnia je na rozmaite sposoby. Taki sposób gry przywodzi na mysl takich wyjatkowych instrumentalistów jak The Edge czy Martin Gore. Trudno chyba o lepsza rekomendacje. To co przewija sie przez niemal calosc plyty to pewnego rodzaju melancholia oraz patetycznosc, które to nadaja przedstawionej tu muzyce pewnej otoczki mistycznosci i tajemniczosci. Z pewnoscia w tworzeniu takiego nastroju duza role odegral charyzmatyczny wokal oraz partie instrumentów klawiszowych, których soczyste brzmienie tworzy gesta fakture wiekszosci kompozycji.. Analizujac te plyte pod katem oryginalnosci nalezy postawic przy niej spory plus, gdyz tego typu grania prózno szukac na polskim rynku. Jednak przy plusie powinien znalezc sie równie duzy minus za to , ze po raz kolejny za dobra muzyka nie stoi zadna liczaca sie wytwórnia plytowa. Sluchajac tego albumu mozna dojsc do wniosku, ze glówna dewiza jaka towarzyszyla muzykom podczas pracy nad swoim debiutem byl absolutny brak kompromisu w kwestiach artystycznych oraz nie trzymanie sie okreslonych ram stylistycznych. Mimo, ze to dosc ryzykowne postanowienie to w tym przypadku okazalo sie sluszne, a afekty godne uwagi.
Ocena 7/10 - Netfan - Bartosz Domagala


"See You At Midnight - Icebreaker"


Gdybym mial kupowac plyty zdajac sie jedynie na opisy materialu promocyjnego to po przeczytaniu wstepniaka charakteryzujacego twórczosc grupy „See You At Midnight” bez wahania siegnalbym po portfel celem nabycia „Icebreaker”.

See You At Midnight to grupa muzyczna, która tworza Sylwester Adam i T.S. Potocki. Debiutancki krazek, zatytulowany Icebreaker, muzyczne inspiracje czerpie z lat 80-tych. Laczy duza dynamike z klimatem "new romantic". Najsilniejsza strona plyty sa przebojowe kompozycje, które charakteryzuja sie dobra melodia, silnym rytmem, rozbudowanymi partiami klawiszowymi oraz licznymi tematami gitarowymi.

Jak wiemy dobra promocja w dzisiejszych czasach to rzecz wrecz obowiazkowa, ale do takich reklamówek nalezy podchodzic z pewna niesmialoscia.
Panowie Sylwester Adam wokal, syntezatory, gitara basowa oraz T.S.Potocki gitary lekcje odrobili celujaco.
Ciekawie wydany material promocyjny, udana sesja zdjeciowa do tego obiecujaca wspomniana wyzej opisówka, ale…to, co najwazniejsze zawiera sie na srebrnym krazku, w tym wypadku na czarnym.
Musze przyznac, ze w polowie odsluchu pierwszego utworu wyrwalo mi sie z ust „wow!”. „Steps Ahead” istotnie duzo zawiera prawdy objawionej dotyczacej zespolu.
Jest przebojowo, melodyjnie, gitarowo, miekko i pluszowo.
Taki pop/rock ze szczypta klawiszowego tla czerpiacego z podobnych dokonan zespolów lat 80tych. Duran Duran, Simple Minds czy Aha.
Zreszta do tych pierwszych i ostatnich wokal jest tutaj porównywany.
Niestety w tym przypadku mamy tylko pól prawdy, bo mozliwosci Sylwestra Adama sa duzo mniejsze nie wspominajac nawet Gahana z Depeche Mode, o którym równiez zespól wspomina w materiale promocyjnym.
Barwa i tembr glosu moze sie spodobac, zwlaszcza damskiej czesci, o czym swiadczy chocby fakt, ze na stronie myspace zespolu 25 kolejno wystepujacych po sobie komentarzy jest autorstwa…kobiet.
Niezle z chlopaków misiaczki, nie tylko od kruszenia lodowych zatorów ;-)
Wracajac do muzyki, jesli ktos szuka materialu na walentynkowy wieczór, refleksyjnego wokalu, nowo romantycznych podkladów i gustownej bardziej funky niz rockowej formuly grania na basie oto produkt idealny i w dodatku polski.
Jest dynamicznie i nie jest, jest niby rockowo za sprawa dominacji gitary i nie jest, poniewaz po przesluchaniu odnosi sie wrazenie, ze calosc zostala zagrana na jednym instrumencie. Podobne odczucia mam do gry perkusji, której partie powinny wprowadzic zywiolowosc, swiezosc i dynamike tymczasem gary nam sobie jedynie lekko pyrkocza, czasami mocniej pokrywka podskoczy.
Albo to celowy zabieg ograniczenie stylu w pewne okreslone ramy, byc moze to wada materialu demo, bo przydalby sie tutaj solidny mastering który tchnie w pacjenta zycie. Jednego chlopakom odmówic nie mozna, komponowania przebojowych i melodyjnych utworów, tylko, ze w takim otwierajacym i typowanym na singla „Steps Ahead” az sie prosi, aby w pewnym momencie rozwinac a nie tlamsic ekspresje wokalna.
Nastepny „Anytime Anyplace” próbuje byc oswobodzony z tej sztampy poprzez polamanie rytmu, ale na dobra sprawe powinien byc zakonczony po 4 minutach, tymczasem ciagniety jest przez kolejna, która nic nowego nie wnosi a jest tylko przypomnieniem tego, co juz bylo. Fajnie brzmi „Lovelab” naszpikowany ladnymi gitarowymi wycieczkami na fundamencie melancholijnego klawisza, ale tutaj az sie prosi, aby huknac wokalnie w refrenie.
Mój ulubiony to „Human Touch” gdzie jest duzo bardziej wyraziscie i nieco kombinowanej gry na gitarze, ale wszystko to nie do konca przekonuje, efekt jest taki, ze po zakonczeniu plyty nie pamietam, co bylo na jej poczatku, wszystko zlewa sie w jeden 12 odcinkowy serial. Odnosze wrazenie, ze ten „Lodolamacz” moze miec nieco za malo mocy, aby skruszyc gusta muzyczne tak, aby wartki strumien uwielbienia poplynal nie tylko w kobiecych sercach. Dla mnie panowie posiadaja potencjal oraz umiejetnosci, które nie wystrzelily dostatecznie i nadal pozostaja w ukryciu.
Trzeba wziac poprawke na to, ze to tylko material promocyjny na debiut i pewne niedoskonalosci na nim sie znajda, ale juz teraz warto byloby popracowac nad wyrazistoscia albumu, rozbudowac nieco wstepy utworów, urozmaicic zakonczenie, dodac ozdobniki, paciorki muzyczne i nieco podrasowac silnik tego „Lodolamacza” i powinno byc calkiem obiecujaco, bo zaloga wydawac sie wie, co w trawie piszczy.
Cieszy fakt, ze kolejne tego typu zespoly z naszego kraju daja znac o sobie, osobiscie jestem pelen uznania do tego, co juz panowie uczynili.
Pozostaje kwestia, dla kogo tak naprawde chca oni grac i znalezc swoja nisze i godnych siebie fanów. Trzymam kciuki
- Electr-On - Enjoy


"See You At Midnight - Icebreaker"

Zawsze gdy pisze recenzje jakiejs plyty staram sie wglebic w jej klimat, wejsc w umysly twórców i przekazac mozliwie jak najblizej „co autor mial na mysli”. Czy rodzaj wykonywanej muzyki mi odpowiada czy tez nie do konca, próbuje postawic sie w roli docelowego odbiorcy i mozliwie jak najbardziej obiektywnie opisac wartosc muzyczna danego wydawnictwa. Kiedy jednak pojawia sie cos z tak zupelnie innej bajki stoje przed nie lada wyzwaniem i dopada mnie swoiste rozdwojenie jazni. Inaczej patrze na ten material jako ja, gdybym mial go sobie puscic i sluchac, a inaczej biorac pod uwage, ze pisze dla ludzi, którzy taki klimat lubia i chca sie czegos dowiedziec.
See You At Midnight to warszawski projekt tworzacy romantyczna muzyke progresywno-rockowa. Ich debiutancki album „Icebreaker” ukazal sie w 2010 roku. Kiedy ta plyta do mnie trafila i ja sobie puscilem, szybko chcialem ja wylaczyc i sie zabrac za nastepna. Wrodzona ciekawosc i poczucie obowiazku nakazaly mi jednak wysluchac jej do konca. Czulem sie wtedy jak postac z disneyowskiej kreskówki, nad glowa której pojawia sie diabelek i aniolek. Diabelek mówil mi: „Olej to k...a. Co to jest w ogóle? Przeciez ty sluchasz metalu, a nie takiego gówna.” Aniolek na to: „Spokojnie, posluchaj, przekonaj sie. Przeciez slychac, ze cos graja. Nie oceniaj zbyt pochopnie.” I faktycznie graja. W czasach kiedy popularna wszem i wobec jest muzyka, w której nie ma zadnej muzyki juz to jest wartoscia sama w sobie. Wiec posluchalem, potem drugi raz i trzeci... Mimo, ze dalej uwazam, ze to nie jest muzyka dla mnie to moje podejscie do niej sie zmienilo.

„Icebreaker” to dwanascie nastrojowych utworów, których podstawowa wartoscia jest spiew Sylwestra Adama. I tu pojawia sie moja pierwsza rozterka. Zdaje sobie bowiem sprawe, ze ten wokal jest bardzo dobry. Niewatpliwie chlopak umie spiewac i robi to wysmienicie. Ma szeroka game tonacji i wykorzystuje ja w zaleznosci od potrzeb. Jest to najwieksza zaleta tej plyty i jestem przekonany, ze wiele osób, w szczególnosci plci odmiennej, ja za to polubi. Z drugiej strony ja takiego spiewania nie trawie. Jest za slodkie i ciapowate. Po prostu mi nie odpowiada.

Jak juz wspomnialem chlopaki tez graja. I to graja calkiem fajnie i przyzwoicie. Jest nastrojowa gitarka, która potrafi wprowadzic sluchacza w klimatyczne pasaze. Czasem nawet gra na tyle interesujaco, ze co najmniej dorównuje partiom wokalnym jak w dziewiatym „Welcome To My Store”. Jest fajnie wyeksponowany basik, który jest bardzo dobrze slyszalny i oprócz dodawania podkladu pod perkusje potrafi sie wybic i zaskoczyc wlasna partia. Jest wreszcie perkusja, która jednak stanowi tlo w stosunku do reszty. A czego brakuje z punktu widzenia mojej wypaczonej osobowosci? A no przede wszystkim troche rockowej jazdy. Troche szalenstwa, grania z wiekszym pazurem. Plyta w calosci jest nostalgiczna i taka troche smetna. Jak na dwanascie kawalków i prawie godzine muzyki jest troche zbyt malo urozmaicona. Wydaje mi sie, ze nawet wielbiciel tematu pod koniec moze byc troche znuzony.

Z drugiej strony nie uwazam, ze jakis kawalek jest tu zbedny. Plyta trzyma poziom do konca. Cieszy mnie równiez, ze w zadnym momencie zespól nie poszedl w strone jakiejs badziewnej balladki. Tych spokojnych, romantycznych utworów nie nalezy mylic z komercyjna tandeta i za to nalezy im sie szacunek niezaleznie od muzycznych upodoban.

Ja raczej nie zostane fanem tego zespolu i ta plyta nie bedzie goscic w moim odtwarzaczu. W mojej bajce diabelek zawsze musi byc góra. Ja dla See You At Midnight po prostu nie jestem targetem. Jednak nie ulega zadnej watpliwosci, ze jest to bardzo dobry i ciekawy zespól i kazdy kto lubi nie ostra i halasliwa, a sentymentalna i uczuciowa strone rocka, nie bedzie zawiedziony.

Niezaleznie od tego uwazam, ze ten material nie jest poteznym Icebreakerem z okladki, a na tytul plyty bardziej pasowaloby mi Icemelter. Ale to juz tak na marginesie. - Dark Planet - Wujas


"SEE YOU AT MIDNIGHT - 2010 - ICEBREAKER"

W notatce dotyczacej zespolu, dolaczonej do materialu promujacego album "Icebreaker" grupy See You At Midnight czytamy:

See You At Midnight to grupa muzyczna, która tworza Sylwester Adam i T.S. Potocki. Debiutancki krazek, zatytulowany Icebreaker, muzyczne inspiracje czerpie z lat 80-tych. Laczy duza dynamike z klimatem "new romantic". Najsilniejsza strona plyty sa przebojowe kompozycje, które charakteryzuja sie dobra melodia, silnym rytmem, rozbudowanymi partiami klawiszowymi oraz licznymi tematami gitarowymi. Barwa glosu wokalisty oscyluje pomiedzy Mortenem Harketem (A-Ha), Simonem Le Bonem (Duran Duran) i Davidem Gahanem (Depeche Mode). Caly material jest dynamiczny, a to za sprawa rockowej perkusji i rockowo-funkowym partiom basu. Teksty traktujace glównie o tematyce "damsko-meskiej" sa zarazem refleksyjne i wymagajace dla sluchacza. Pisane z meskiego punktu widzenia zostaja zawieszone pomiedzy sumieniem i pozadaniem, przy okazji próbujac zglebic kobieca nature.

...i cos w tym jest - nad muzyka SYAM unosi sie duch lat osiemdziesiatych. "Icebreaker" wypelnia ciepla, wpadajaca w ucho muzyka, muzyka, która powinna przypasc do gustu zarówno zwolennikom A-Ha, Duran Duran czy klimatów neoprogresywnego rocka. Nie brakuje tu przebojowych refrenów i ladnych melodii. Klimat plyty tworza instrumenty klawiszowe, ciekawie zaaranzowane gitary, bas (bardzo dobre partie - brawo) oraz przyjemny glos wokalisty. Muzykom udalo sie nagrac album, który balansujac na pograniczu pop i rocka nie spowoduje zniechecenia zwolenników pierwszego jak i drugiego z wymienionych gatunków muzycznych. Nie ma przesadnej cukierkowatosci ale i mocnego rockowego uderzenia tez nie - calosc jest bardzo wywazona, idealna do wieczornego sluchania i odpoczynku. Nie sposób nie nucic "Lovelab" z swietnym, wgryzajacym sie w pamiec refrenem, czy otwierajacego plyte "Steps Ahead" (pierwszy singiel z plyty). "Icebreaker" to kopalnia melodii ("Icebreaker", "Day of Independence", "The Wedding Song"), niesamowita podróz przez lata osiemdziesiate, gdy muzyka w tym stylu swiecila najwieksze triumfy. Az sie lezka w oku kreci, ze komus chce sie jeszcze tak grac i robi to z takim smakiem i na tak wysokim poziomie.

Bywa tak, ze przesluchawszy nadeslany material, po zapoznaniu sie z nim i zrecenzowaniu odkladam go na pólke i nigdy do niego nie wracam. "Icebreaker" zdecydowanie nie nalezy do tego rodzaju plyt. Krazek pomimo kilku slabszych momentów (pod koniec plyty jest kilka mniej ciekawych fragentów) ma w sobie to cos co powoduje, ze chce sie do niego wracac. Czekam z niecierpliwoscia na oficjalne, sklepowe wydanie i mam nadzieje, ze ta ciekawa plyta ujrzy swiatlo dzienne juz wkrótce.

8/10 (a gdyby tak krazek skrócic do okolo 45 minut to nawet i 8,5)
- Rockarea - Piotr Michalski


Discography

LP's: Icebreaker

Photos

Bio

PL:See You At Midnight to grupa muzyczna, która zalozyli Sylwester Adam i T.S. Potocki. Debiutancki krazek, zatytulowany Icebreaker, muzyczne inspiracje czerpie z lat 80-tych. Laczy duza dynamike z klimatem „new romantic”. Najsilniejsza strona plyty sa przebojowe kompozycje, które charakteryzuja sie dobra melodia, silnym rytmem, rozbudowanymi partiami klawiszowymi oraz licznymi tematami gitarowymi. Barwa glosu wokalisty oscyluje pomiedzy Mortenem Harketem (A-Ha), Simonem Le Bonem (Duran Duran) i Davidem Gahanem (Depeche Mode). Caly material jest dynamiczny, a to za sprawa rockowej perkusji i rockowo-funkowym partiom basu. Teksty traktujace glównie o tematyce „damsko-meskiej” sa zarazem refleksyjne i wymagajace dla sluchacza. Pisane z meskiego punktu widzenia zostaja zawieszone pomiedzy sumieniem i pozadaniem, przy okazji próbujac zglebic kobieca nature.

ENG: See You At Midnight is a musical group formed by Sylwester Adam and T.S. Potocki. Their debut album Icebreaker draws musical inspirations from the 1980’s, combining strong dynamics with new romantic atmosphere. The strongest points of the record are hit compositions, characterized by catchy melodies, strong rhythm, elaborate synthesizer parts and numerous guitar themes. The singer’s vocal timbre oscillates between Morten Harket (A-Ha), Simon Le Bon (Duran Duran) and David Gahan (Depeche Mode). The entire material is very dynamic, with rock drums and rock-funky bass parts. The lyrics, dealing mainly with relations between man and woman are at the same time contemplative and demanding of the listener. Written from a male perspective, they are suspended between conscience and lust, while trying to explore the female psyche.